Amanda, Samanta, Kleopatra -------------------------- Leży przede mną w swej trwodze dziecięcej. Jest na tym świecie, ponieważ jej matka dawała. I jej babka. I wszystkie przed nimi. Ma to w genach. We krwi, której upuszczam tyle, żeby przeżyła, ale była zbyt słaba by uciec. Klasyka. Te, które nie dawały, wyginęły, wymarły. "Nie zostawiły cienia", pisze poetka. Jak usprawiedliwić ich sporadyczne istnienie? Jak je wytłumaczyć w tym kontekście? Może co pokolenie miłosiernie najeżdżające wioskę hordy barbarzyńców przedłużały gen z defektem, gen oziębłości. Tak, że jakimś cudem uchował się do teraz. Może przechowała go męska linia. Wszystkie patologie kulturowe, z religią na czele, od zawsze dostarczały nam materiału do badań. Wszystkie skrajności da się wykorzystać. Jeśli nie prostytucję obrzędową, to ścisłą kontrolę seksualności. Jej matka jest ptakiem. Chodząc wyciąga głowę w przód, chowa w tył, idealna synchronizacja szyi i miednicy. Muszę przyznać, że na swój sposób uwielbiam taniec. Wśród prostych dziewczyn z dominującym syndromem wielkiego miasta sprawdza się ogólnie pojęta sztuka. Balet, na ten przykład, zazwyczaj działa dość dobrze, choć oczywiście podmiot nie może pochodzić ze zbyt dużych nizin społecznych. Za każdym razem patrząc na spektakl staram się nie wyjść z podziwu, jak zdegenerowały się plemienne podrygiwania przy ognisku, te rytmiczne w swej prostocie ruchy miednicą, ten festiwal porodów na sucho. Szybko podchwycona sugestia, iż ma to związek z pięknem wyszła zapewne od tego samego zwyrodnialca, który pierwszy porównał kobietę do kwiatu. Za kilka lat wyjechane stawy odmówią posłuszeństwa, ale summa summarum nawet baletnice nie używają samych stawów do rodzenia. Wystarcza dobra reklama reszty. Podobno ogólnie rozumiane zdolności artystyczne mają ten sam rodowód co schizofrenia. Bezużyteczne w kontekście cywilizacji jako zbiorowiska zdobyczy technicznych, mających uczynić życie wygodniejszym, łatwiejszym, są jednak nienaturalnie często wysoko notowane. Podczas pierwszego kontaktu wzrokowego następuje podświadoma ocena wyglądu, stanu zdrowia włosów, zębów. Podczas pierwszego pocałunku sprawdzana jest siła i zgodność systemu immunologicznego. Podczas pierwszej zdrady lub pobicia, tak nieuniknionych jak kolejny kontakt wzrokowy czy pocałunek, argument unikatowości i niezwykłości partnera przychodzą na ratunek, gdy potrzeba kobiecie zrozumieć i zaakceptować sytuację. Czy też, samą siebie. Kwestia nieodpartej atrakcyjności potencjalnego zróżnicowania genów, zapewne. Ale przecież wszystkie mają serca jak ten ocean, co to jest pełny tajemnic. Kolokwialna technika pozyskiwania materiału genetycznego nie zmieniła się jednak wcale. Ta jedyna czasem szansa na obcowanie z największą tajemnicą, tajemnicą której, wykorzystując jej uniwersalność, tak chętnie przypisuje się atrybut ostateczności. Tak jak chętnie uprawiane jest nastrajanie, uleganie, z ulgą szeptane imiona królewskie i plebejskie. I róż na policzkach. Praktyczne obserwacje łatwo przekonają badacza, że ten róż szybko przemija, ten rumieniec, który oblewa kobietę, gdy dochodzi do aktu fizycznego zbliżenia. Potem może jeszcze pojawić się na krótko, przelotnie, podczas pierwszych zdjęć, pierwszych zajęć w grupie, pierwszego zwierzęcia, pierwszego wejścia na pokład odrzutowca Rolling Stones. Uwielbiam ten róż. Jest świeży. Wszystkie te spostrzeżenia dalekie są jednak od analiz wiktymologicznych. Przecież to kobieta w naszym kręgu kulturowym predestynowana jest do wybierania mężczyzn, którzy mogą próbować ją zdobyć. Rola samca nigdy tak naprawdę nie polega na pełnym przejęciu inicjatywy, na początku może co najwyżej okazać, że czeka na zielone światło. Sama inicjatywa w tym przypadku jest domeną przechodnią, rytuał ma bardzo dobrze określoną kolejność występowania w nim poszczególnych scen. Jest dobrze zdefiniowany. Cóż, natura nie jest okrutna, lecz tylko bezdusznie obojętna. Leży przede mną, a wiedzę o życiu czerpała z filmów, sztuk teatralnych i tekstów piosenek. Najpierw kwestie mówione kobiety, potem krótki pokaz umiejętności tanecznych mężczyzny. I to właściwie wszystkie elementy scenariusza, który jest w stanie objąć, przyswoić. Wróżyła z ilości spermy która wylewała się z niej nad ranem, kiedy na ciężkim kacu, trzęsącymi się rękami wykręcała do znudzenia ten sam numer. - Jestem słaba. Ale przy tobie też jestem słaba. Wspomniałem już, że mężczyźni mają przy niej problemy z wyrażaniem swoich podstawowych potrzeb? - Chcę cię pocałować. A potem kopać w krocze aż zrobi się niebieskie. - Tak przy okazji, to mój ulubiony kolor. Prawidłowa, dobrze wyuczona odpowiedź. Moje piękne, moje śliczne. /grudzień 2008 - kwiecień 2009/