Kawa konkwistadorów
   -------------------


   Zaczyna pisać:

      Tak prosto w oczy mówi, że nie będę szczęśliwy
      w innym związku. "Zadbam o to" - dodaje.
      A potem opowiada o piekle, pielęgnacji.
      "Znienawidzicie się".

   Odkłada pióro, sięga po kubek. Pociąga łyk, odstawia kubek i pisze dalej:

      Albo też, postąpi ze mną jak ze swoimi dziećmi, gdy szliśmy na Tenochtitlan.
      "Zaprawdę, powiadam ci, jeszcze dziś ze mną będziesz w raju".
      I odkładając poduszkę sprawdzi z czułością oddech.

   Kolejny łyk.

      Biję ją po twarzy tylko gdy twierdzi, że romantyczna miłość nie istnieje.
      Data śmierci pozostaje sporna, podaje się rok, ale inne źródła wskazują.
      Po prostu muszę uważać.

   Cortés gładzi się po brodzie.

      Ja po wielu latach sprawy rozwodowej wynajmę małe mieszkanko na przedmieściach,
      będę dużo kaszlał i wspominał. Nie będę miał nic do powiedzenia, nic, czego chciałabyś słuchać.
      Znowu będę bez pracy, trochę nieogolony, z kilkoma fantastycznymi pomysłami na ekspedycje.
      Może będę czytał o Tobie, bo telewizji to raczej nie.

   Patrzy na nas teraz, jakby wiedział, skąd miśnieńska porcelana wzięła się w piekle.

      Potem zacznie przychodzić pielęgniarka, zakuty w ślubny smoking będę czekał
      kiwając się, wpatrując w drzwi, a ona poprawiać będzie muchę, żeby prosto.

   Zawiesza wzrok na kompanach, kwiecie Estremadury.
   Wyciąga portfel, przegląda banknoty jak zdjęcia.
   Kiedyś obok imion ktoś dopisze daty.