Nie kupujcie starych luster --------------------------- Patrzę na swoje usta w bocznym lusterku, bezgłośnie składające się do słów starego przeboju. Od czasu do czasu spoglądam też na oczy. Musi coś być w tym wzroku, skoro kierowcy bezwiednie, jak w amoku, odwzajemniają moje ścigające ich spojrzenia. Rytmicznie postękujący rozwydrzony bachor ma chyba mnie na myśli, z tym zajebaniem odmieńców. Patrzy tak, tak inaczej niż na innych, pomimo że oddziela nas szyba telewizora, czy co tam jest. Łączyć taką złośliwość z bezradnością, jaką spotyka się u kalek na ciele, mogą jeszcze dziecięcej postury wschodni mistrzowie. Choć nie przyznają się do tej bezradności, ja ich znam. Pomimo, iż furgonetka rzęziła czterdziestką na autostradzie, potem był ten wypadek. Nocami obłąkańczo chciałem po prostu zasnąć. Recytowałem. "Ściągam moje przymałe nogi, najwyższy czas kupić nowe." Recytowałem. 2. Album rodzinny. - Nie denerwuj tatusia. Tatuś traci sens życia. Jak go denerwujesz. Jak się go denerwuje. Więc to prawda. Mam dziecko. Drzwi do sypialni powoli przymykają się. Zacząłem ćwiczyć, ćwiczyć jak opętany, sprawdzać się, swoje reakcje, nie reagować. Nie reagować. Wolałem pot z bólu, niż ten który pojawiał się na mojej twarzy w ciągu pierwszych kilkunastu sekund. Aura. Nabrzmiała, czerwona twarz. Po każdym ataku, paradoksalnie, zwiększał się mój dystans. Do świata, ludzi, do siebie, do bólu. Do bólu. - Bez znieczulenia. - Jest pan pewien? Niczego już nie byłem pewien. Nie można był przygotowanym, ale można niczego nie oczekiwać. Ból z wyboru był lepszy, lepszy niż niejedna dobrowolna darowizna, może nawet wszystkie. Najpierw dźwięki. Potem słowa. Jaskrawość ustępuje. Zaczynam odróżniać kolorowe kształty. Wciąż nakładają się i pulsują światłem, te wzory. - Mówiłem, żeby dać to znieczulenie. 3. Album rodzinny Komercha. Tu, tam, śmam. Czerwoni klauni na ulicach. Za niedługo kurwy zaczną ubierać czerwone czapeczki by mieć większe branie. - Już je dawno ubierają, popatrz na okładki gazet - Żona stawia talerz na stole. Najpierw dźwięki. Potem słowa. A potem orientujesz się, że jesteś jej bohaterem. Zacząłem patrzeć na świat okiem trzecim, okiem z lanego srebra. 4. Album rodzinny. - Kiedy byłem dzieckiem dzień miał swoje rozpoczęcie, rozwinięcie i zakończenie. Był czas na wszystko, nawet spałem kilkukrotnie w czasie jego przebiegu. Ludzie tuż przed odejściem z tego świata porządkowali swoje sprawy, dziś już tak nie ma - Potrząsnął siwą głową - Porządkują je przez całe życie. Ostateczna samotność. Pozostaje stworzyć zagadkę. Jednakże, twórca zagadki zna jej rozwiązanie. By móc się nią cieszyć mamy moc zapominania. Tą zagadką jest wszechświat. Tak, bóg którym jesteśmy ściąga swój własny wzrok do wewnątrz, zapada się. Zobaczyłem siebie, idącego ulicą. Zdumiony odwróciłem się, by zobaczyć, że naprawdę jestem sama. A teraz patrzę na swoje usta w bocznym lusterku, bezgłośnie składające się do słów starego przeboju. Od czasu do czasu spoglądam też na oczy. Musi coś być w tym wzroku, skoro kierowcy bezwiednie, jak w amoku, odwzajemniają moje ścigające ich spojrzenia.