Obiektyw
   --------

   1.

   - Kim jesteś? - Kobieta nie była przestraszona, może przy
   odrobinie dobrej woli dałoby się wyczuć nadzieję w jej głosie.
   - Aniołem. - Poprawiłem sprzęt. Kadr był dobry, ale byłem
   trochę za wysoki, nie fociłem głodnych Murzyniątek, więc
   przykucnąłem. 
   - Powiedz im, żeby nie robili tego zanim nie położę i zamknę dzieci.
     Tyle ich już proszę.
   Nazajutrz IFOR zmieni się w SFOR i wyjadę z terenu walk, sam.
   Z legitymacją prasową białego człowieka.

   2.

   W końcu ścięło go jak zwykle na wiosnę, ale tak nie wypada, żeby chorować samemu.
   Trzeba z objawami na damę poczekać. Przybywam ze sprzętem zaraz po telefonie,
   wciskam taksiarzowi banknot i już myślę gdzie ustawić statyw.
   - Say it! Say it! - Drze się do niej gdy widzi, że jestem gotowy.
   - Kocham cię.
   - Dobrze. Ja ciebie też.
   Odwraca się do mnie, skinienie głowy, łapię ostrość, ciemne sylwetki na śniegu.
   Powie jej potem: "Byłem tak zajęty myśleniem o tobie, że nawet nie zauważyłem kiedy poszłaś."
   Udaliśmy się na chińszczyznę. Kupił nawet ciastko z wróżbą, by zobaczyć jak bardzo go kocha.
   - Tak myślałem - Wysyczał do siebie. - A to dziwka - Dodał po głębszym namyśle.

   3.

   Młody i niewinny Kuba z żoną.
   - A co, jeśli wyjdziesz za godzinę z domu i coś cię rozjedzie?
     Co, jeśli będziesz przeżywał dwieście milionów razy to swoje duszne, chore życie?
   - Masz rację, muszę iść pogwałcić.
   (Czy Kubie szlachetniała twarz od rozpruwania swoich dziwek?
   Na pewno świergotały między sobą: "Muszę coś zmienić, na przykład w swoim wyglądzie,
   najlepiej i najpełniej będzie, jak spotkam się z Kubą".)
   Po wszystkim palimy, staramy się nie myśleć. Myśl o parujących trzewiach
   jest tak samo nieprzyjemna, jak ta o naszych szczoteczkach do zębów na wysypiskach.

   4.

   Patrzę przez wizjer na dwoje obcych sobie ludzi. To chyba podróż służbowa,
   ostatnie chwile oficjalnej części. I nagle protokół łamie się.
   - No nic, szkoda że nie wrócisz.
   - Wrócę.
   - Po co?
   - Do ciebie.
   - Będę czekał.
   Teraz wie, że to nieprawda, że "jedźmy" nikt nie woła.
   (rzekł tedy wódz Nubijczyków:
   "Ich piękno mnie przerasta, nie znam sposobu, by wyrządzić im krzywdę".
   Mam to, na zdjęciu. Kiedy na nie patrzę, szlachetnieje mi twarz.)
   Dwie minuty później w tym samym miejscu przyczepność asfaltu zrywa skórę młodego rowerzysty.