Odejście
--------
Czasem śni mi się, że jej mówię.
To dobry sen, choć chwilę później umiera moja babka.
Potem jeszcze tylko mamrocze coś o wojnie i już
spokojnie patrzy w sufit. Leżymy we trójkę na łóżku.
Podnoszę się lekko i opieram na łokciach, wzrok szybuje
ponad babką, podnoszę się lekko i przyglądam
z błogością tym wszystkim twarzom, które miała.
Zamykam oczy i czuję dłonie fryzjerki na mojej głowie,
sznurówki wiążące się pod palcami, usta składające się
do kichnięcia, uśmiechu. Zamykam oczy i czuję
smak pasty do zębów, mydło w oczach, wszystkie
zapachy oswojone. Jednorazowy labirynt w mojej głowie,
ślepe uliczki z wieńczącymi je drzwiami.
Uwielbiam iść tą ulicą po raz pierwszy.
Podbiegam co chwila, szukam tabliczek z numerami domów.
Plecak ciąży, szum w skroniach miesza się z deszczem.
Znajdę ten dom i przystanę.
- Myślę, że chyba naprawdę ją kochasz, skoro
przez tyle lat małżeństwa ani razu
nie pomyliłeś naszych imion.
Co by o tym nie mówić, umieranie jest jak ból brzucha.
Skrzypaczki składają się do lotu.
Znów czuję siłę w przedramionach.
Nowy otwiera piwo i podaje mi.
- I co, powiedziałeś jej?
Kiwam potakująco.
- I co?
- Nic. Nie należy przejmować się snami.
Chciałem opowiedzieć o niespełnieniu.