Samotność --------- "Jestem znawcą alkoholi" - mówi i wspomina świniobicie u brata, a ja odwracam głowę i myślę o chrzęście ślimaka pod stopą. Plewiłam chwasty w ogrodzie, a cztery dni później on miał zawał. I teraz już nie wiem, czy to przypadek, czy jednak się modlić. Podobno z kamienicy, w której mieszka, strażacy wynieśli ostatnio dwieście kilo człowieka. "To dużo" - mówi i zaciąga się dymem. W niektórych ranach mógłby się schować szczur. Lubi dojrzałe kobiety, po czterdzieści czy pięćdziesiąt lat. Są i młodsze, chichoczą, ale takie to chuja nie znają. Myślę, że zbyt łatwo się wzruszam, by podjąć normalną pracę. "Znam dziewczynę imieniem: Aurora. Wołam: Aura. Byłem z nią kiedyś na kawie. To były osiemdziesiąte, czy nawet wcześniej. Chyba mnie kocha, jeśli jeszcze żyje." Odwracam się do okna. Idzie jesień, teraz dopiero widzę te wszystkie ciągi, ciągi słów z ziemi w niebo. Widzę je z przedśmiertną ostrością. Opuszcza przedział. Czuję się tak bardzo zostawiona w spokoju, nachodzą mnie myśli podróżne, byle jakie.