Tajga ----- Pojadę z Piotrem Pawłownym, a potem wrócę. Dziecko już rozumie, że strach. Widzi jak kości bieleją, może zapamięta. Kiedy ojciec pije wódkę, płacze. Nic nie mówi, myśli o wojnie. Zaczyna obracać w topornych dłoniach naszyjnik. Po śmierci - mówię wtedy - będzie: nic. To co przed narodzeniem. Matka wyjechała dwa domy dalej, ale zobaczą się dopiero w zaświatach. Tak twierdzi z uporem ojciec. A nie, że: nic. Myśli o wojnie, ale kiedy dodaję, że odkopią ten naszyjnik razem z nim, łzy zaczynają lecieć strugami. Kobiety w mojej rodzinie przed odejściem zostawiają wnukom pozytywkę. Czy to kunsztownie inkrustowaną, czy kupioną na odpuście. Ile ta nasza izba ma, żeby całą komodę zajmowały? Od maleńkości myślę, żeby gdzieś je zakopać. Nikt nie kupi. Tu kilka chałup jest, trzeba by aż za rzekę. Lata lecą. Jemu zostało nie więcej niż dwadzieścia, jej co najmniej dwa razy tyle. Było im po drodze, dopóki nie wyrośli z siebie. Teraz stary odczuwa niepokój świata, wychodzi w nocy z siekierą za stodołę i dyszy na śniegu. Zawsze nakręcam te pozytywki, zawsze wraca, i kiedy widzę że zaraz mnie ubije, zaczynam się śmiać. "W zaświatach doznasz ulgi, stary wariacie" - krzyczę. Jeszcze będzie węszył za nimi jak pies. Zakopać wszystkie na raz nie będzie łatwo. Nic nie znaczący gest. Piotr pewną ręką poprowadzi sanie, szybko znikniemy za drzewami. Matka zawsze mówiła, że trzyma wodze jak bojar. Pojadę z Piotrem Pawłownym, a potem wrócę. Nikt mnie nie pozna. /27 stycznia 2009/